Increase Size Decrease Size Reset font to default

Etnosystem.pl

etno, world music, kultura i sztuka

« »

Powrót całuśnego Turka

Tarkan, niegdyś jeden z "towarów" eksportowych Turcji o najsilniejszym potencjale, bożyszcze tłumów, całuśny gwiazdor orientalnego popu, dziś jest już nieco zapomniany.

Czytaj

Ukryte piękno Bratysławy

Podczas, gdy Wiedeń, Praga i Budapeszt odwiedzane są masowo, Bratysława - czwarta stolica naszych najbliższych południowych sąsiadów - traktowana jest po macoszemu, z przymrużeniem oka. "Najbrzydsza stolica Europy" - często słyszymy. Jak widać, to nie do końca prawda...

Czytaj

Tradycja i etniczna różnorodność

W Zakopanem zakończył się 42. Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Etnosystem.pl patronował medialnie festiwalowi. Zobaczcie relacje i fotorelacje z tygodniowego święta górali świata.

Czytaj

Kinga Baranowska na K2

Trwa wyprawa ekipy Kingi Baranowskiej na K2. Ostatnimi wieściami z bazy była niestety przykra informacji o śmierci jednego ze wspinaczy, ski-tourowca ekstremalnego Frederika Ericssona ze Szwecji.

Czytaj


Folkloru nie wykorzystuję świadomie
niedziela, 04 stycznia 2009 23:01
Wywiad z Yonderboiem

 

Yonderboi czyli Laszlo Fogarasi to najbardziej znany na całym świecie przedstawiciel węgierskiej sceny muzyki elektronicznej. Swoim albumem „Shallow and Profound” podbił serca miłośników chilloutowej uczty i równie mocno... zaskoczył ich krążkiem „Splendid Isolation”. Zanim zobaczymy się na Sziget Festival w Budapeszcie (zagra tam 8 sierpnia) rozmawiamy o tym, co się zmieniło, o muzyce folkowej i o tym, dlaczego Węgrzy są smutni...

Kaśka Paluch: “Splendid Isolation” dość znacznie różni się od Twojego debiutu. Co wpłynęło na ciebie, zmieniło się w twoim umyśle, że zdecydowałeś się nagrać taką muzykę?

Yonderboi: W życiu wszystko, także ja, stale się zmienia. Eksperymentowałem sporo po „Shallow and Profound” tak prywatnie jak i zawodowo. I oczywiście moje osobiste zmiany znalazły odbicie w mojej muzyce. Właściwie lubię zmiany, to jest zapisane w moim charakterze. Wierzę, że jeśli zrobiłem coś raz z sukcesem, nie ma sensu powtarzać tego samego znowu. Poza tym jestem kompozytorem i producentem, nie piosenkarzem czy instrumentalistą, który może wyrażać siebie tylko przez tę jedną rzecz. Dla mnie emocje są esencją, uwielbiam tworzyć mały, prywatny wszechświat w każdym utworze i móc kontrolować każdy najmniejszy jego detal. Komfort daje mi tylko odkrywanie nieznanych terytoriów, nie mogę tkwić w jednym punkcie przez dłuższy czas. To mnie nudzi i ogranicza.

Zgodzisz się z opinią, że elektroniczna muzyka węgierska jest bardzo specyficzna i inna od takiej muzyki z innych krajów?

Takie rzeczy łatwiej zauważa się i ocenia z zewnątrz. Jeżeli jesteś blisko czegoś, zawsze stracisz obiektywizm. To prawda, że jest tu sporo utalentowanych ludzi, ale scena jest dość mała. Każdy jest zajęty swoimi własnymi sprawami.

A jakich węgierskich artystów najbardziej cenisz?

Béla Lugosi, Béla Bartók, Gábor Szabó, György Ligeti.

Kiedyś usłyszałam takie stwierdzenie “Węgrzy bawią się dobrze tylko wtedy, kiedy są smutni” – to prawda?

Myślę, że ten stereotyp jest prawdziwy dla całej wschodniej Europy... w Polsce tego nie ma? Coś w tym jest. Kiedy zastanawiałem się nad tym stwierdzeniem i skąd się to bierze, nie potrafiłem znaleźć dokładnej odpowiedzi. Możemy potępiać historię i martwić się o coś, co się zdarzyło, ale to nie ma najmniejszego sensu, czyż nie? Zawsze to łatwiej znaleźć coś na zewnątrz, co może być wytłumaczeniem dla wszystkiego zamiast próbować rozwiązać problem i iść do przodu.

Interesujesz się muzyką rdzenną, folklorystyczną z twojego kraju? Jest z niej coś w twoich utworach?

Nigdy nie miałem intencji, by świadomie zamieszczać elementy węgierskiego folkloru w swoich utworach, chociaż wielu krytyków sądzi, że potrafią je w mojej muzyce znaleźć, więc może to przychodzi naturalnie. Ale generalnie jestem folkiem zainteresowany, właściwie wszystko w muzyce oparte jest na folku. Muzyka to rzecz wspólna, nigdy nie możesz nią tak naprawdę „zawładnąć”. Myślę, że fenomen samplowanie, recyklingu jest bardzo podobny do tego, jak rodziła się muzyka folkowa – dodajesz własne idee do tego, tworzysz własne interpretacje. Szczególnie mocno przeinspirowane dzisiejsze utwory posiadają wielu autorów, nie tylko jednego.

Utwory typu “People always talk about the weather” są gitarowe i moim zdaniem są jakąś interpretacją rocka. Ostatnio trzech moich ulubionych muzyków – Ty, Anja Garbarek i Sofa Surfers – wydało albumy z głębokim wpływem rocka. Nie sądzisz, że można to nazwać jakąś reaktywacją tego gatunku? Znudziłeś się zbyt wieloma elektronicznymi dźwiękami?

Nigdy tak naprawdę nie byłem elektronicznym fanatykiem, zimny dźwięk elektroniczny nigdy nie był dla mnie. Chociaż „Splendid Isolation” jest wciąż o wiele bardziej elektroniczny niż cokolwiek, co zrobiłem wcześniej. „Shallow and Profound” oscylował wokół jazzu, na drodze „zrób to sam”. Pracę nad „Splendid Isolation” rozpocząłem około 2001 roku, wtedy już byłem zafascynowany gitarami. Muzyka elektroniczna dla mnie nie jest brzmieniem, raczej sposobem myślenia i dotykania muzyki. Gitarowe granie było przez dość długi czas na „wygnaniu”, można było przewidzieć, że będzie miało swój renesans w nowym millennium. W mojej opinii to całkiem interesujące połączenie – gitary i elektroniki. Już wcześniej w klubach mogłaś usłyszeć elektroniczne remiksy rockowych kawałków i rockowe kapele grające groove. A dzisiaj instrumentaliści są bardzo podatni na elektroniczne zdobycze. To ciekawe, dziesięć lat temu rock brzmiał brudnie, tandetnie, teraz jego dźwięk jest wypasiony, w podobnym charakterze jak muzyka klubowa czy rnb.

Na swojej stronie pisałeś o “specjalnym projekcie”, możesz coś więcej o nim powiedzieć?

To wydarzenie bardzo trudno porównać z czymkolwiek. Właściwie cała historia, grania dla królowej jest surrealistyczna i anachroniczna, jakkolwiek może jest to niedzisiejsze, ale bardzo w moim guście – zawsze chciałem być królewskim muzykiem. Więc bycie częścią takiego projektu jest miłym doświadczeniem i nobilitacją dla mnie. Stworzyliśmy specjalny utwór, wyłącznie na tę okazję, z duńską pieśniarką Wende Snijders. [chodzi o koncert, który odbył się 22 marca tego roku w Hadze, w gotyckiej sali rycerskiej Ridderzaal – dop.red.]

Kiedy zobaczymy się w Polsce?

Niestety nie ja nad tym panuję, możemy jechać wszędzie tam, gdzie zostaniemy zaproszeni. Ale to interesujące, do tej pory nie graliśmy w Polsce... może kiedyś. Byłoby dobrze.

Czerwiec 2007

Rozmawiała: Kaśka Paluch

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Newsletter

Etnonews co tydzień do kawy.

Imię:

Email:

Twoje konto

Pogoda

 


.